Początek roku 2010 zaczął się dosyć pracowicie.  Od dawna już nic nie pisałem, tak więc sporo mam do nadrobienia . W pracy szło mi coraz lepiej. Myślę, że nabrałem oczekiwanego rytmu.  Całe szczęście nie przeżywam już tak drzwi szklanych jak to miało miejsce pod koniec ubiegłego roku . Zrozumiałem, że wygląda to co najmniej dziwnie, a nie życzyłbym sobie,  aby  ludzie słyszący z moich ust te same powielające się informacje pomyśleli sobie, że mam jakąś bliżej nieokreśloną psychozę związaną z drzwiami szklanymi.  Kinia jest tego najlepszym przykładem. Jakieś półtora tygodnia temu myślała , że cierpię na depresję patrząc na moją małomówną oraz zamyśloną postać . Drugą stroną medalu jest fakt, że wielu ludzi  także  mylnie jakby nie patrzeć myśli, że znam się na budowlance  oraz  architekturze. Właśnie przez to ciągle proszą mnie o pomoc. Tak samo jak to było z moim szefem, a także pani Elżbietą.  Nie mam również czasu i ochoty, żeby łazić po mieście i doradzać każdemu. Aż takim altruistą nie jestem. Po pracy myślę jedynie o tym, by  wypocząć. Z panią Elżbietą umówiłem się na sobotę. Miałem nadzieje, że nie zajmie mi to zbyt wiele czasu.  Ku mojemu zmartwieniu dzień był niewiele różniący się od poprzedniego . To mnie trochę zmartwiło, gdyż  ambitnie  nie cierpię rutyny. W piątek,  zaznaczę może, że mowa o pierwszym tygodniu Nowego Roku po pracy dostałem wiadomość od Kingi,  bym  poczekał chwilę przed budynkiem swojej firmy. Właśnie do mnie jechała. Po co ? To stanowiło moje pierwsze pytanie po odczytaniu wiadomości.  Marznięcie na dworze nie należało do przyjemnych . Odczekałem może z 20 minut nim na horyzoncie pojawiła się Kinga. Naturalnie byłem ciekawy jej zamiarów.

291314

Chciała się ze mną przejść na lotnisko,  gdyż  Natalia lada chwila miała przylecieć z Włoch.  Nie kryłem się ze zdziwieniem . Nie pisała, że przyjedzie tak szybko. Udaliśmy się razem  we wskazane miejsce. Nie ukrywam, że trochę czasu nam to zajęło. Poznań to nie byle wioska. Pojawiliśmy się na lotnisku około godziny 18.30. Weszliśmy do ciepłego budynku przez drzwi szklane ( na blogu jednak swobodniej będę operował tym terminem starając się oczywiście go nie nadużywać ).  Usiedliśmy na ławce, by na nią zaczekać . Przyznam, że trochę to potrwało i zaczynałem się szczerze mówiąc niecierpliwić, lecz wspomniana siostrzyczka pojawiła się mniej więcej pół godziny później. Bardzo się ucieszyła, że nas widzi. Mamy styczeń, a ona cały czas ma opaleniznę na twarzy. Solarium czy naturalnie tam praży ? Nie mam pojęcia . Wzięliśmy jej bagaż i zaczęliśmy kierować swe kroki ku wyjściu, a co za tym idzie wracając już do domu. Całe szczęście sobota była raczej dniem wolnym od pracy, no może nie do końca, ale nie mam jakiegoś ścisłego ograniczenia.  Siostra żaliła się na pogodę….takiego mrozu dawno nie czuła . W domu przy…….kolacji przy świecach ( byłem w szoku normalnie ) Natalia dzieliła się swoimi doświadczeniami operowymi  oraz  przeżyciami. To był niezwykle  ciekawy  wieczór. Kinga postarała się o to ,  by  osiągnąć charakterystyczną atmosferę włoskiej restauracji. Bo jak inaczej wytłumaczyć półmrok, świece, jakieś pół wytrawne wino, spaghetti wykonane zgodnie z włoskim przepisem. W sumie to byłem z tego  niesłychanie  zadowolony.

Zostaw wpis