Nazajutrz zająłem się nie domytymi drzwiami. Trochę się napociłem, ale efekt jest bynajmniej zadowalający. Siedziałem nieco przy komputerze pisząc ze znajomymi poznanymi na forum. To było moje ostatnie samotne popołudnie . Jakoś o 18.00 miałem bowiem autobus do Międzychodu. Cóż..pisałem coś jeszcze na forum po czym postanowiłem poczytać jakąś książkę. Tym razem nie padło na muratora, lecz na Friedmanna, wg. którego świat w XXI wieku całkowicie się zmieni . Pożyjemy, zobaczymy. W każdym bądź razie przyjemnie się czyta. Do tej 18.00 wysegregowałem jeszcze prezenty, które zostaną w wieczór wigilijny rozdane, po czym zacząłem się szykować do wyjścia z domu. Wyszedłem więc tak, by znaleźć się na dworcu centralnym przed przyjazdem autobusu do Międzychodu. Zima w tym roku jest naprawdę surowa . Całe szczęście transport przyjechał na czas. W drodze do domu Kingi myślałem trochę o świętach. Po dwóch godzinach znalazłem się na miejscu. Do jej domu daleko na szczęście nie miałem . Spotkałem się z ciepłym i życzliwym przywitaniem. Wszystkie kobiety w tym domu krzątały się w kuchni, ojciec Kingi oglądał telewizję, zaś ja rozmawiałem z samą Kingą. Opowiedziałem jej naturalnie swój wczorajszy sen . Oczywiście śmiała się z niego. Powiedziała, że za dużo o tych drzwiach myślę. Wieczorem wszyscy zebrali się przy stole. Matka Kinii, pani Stefcia zaczęła opowiadać o remoncie domu sąsiada z naprzeciwka. Chciała się mnie zapytać, co ja o tym sądzę, jakie ja bym elementy wykończeń wybrał na jego miejscu. Przyszły teść był u niego i przyznał, że pani Józef jest człowiekiem mknącym za modą . Przeczytaj całość »